Inne treści18 godzin temu
Pierwsze karty odkryte. Czas na 3. kolejkę PZKosz 1 Ligi
Dwie pierwsze kolejki za nami, zaległości z inauguracyjnej serii częściowo nadrobione, a tabela PZKosz 1 Ligi zaczyna powoli nabierać pierwszych kształtów. Oczywiście na tak wczesnym etapie sezonu trudno wydawać jakiekolwiek ostateczne wyroki, ale pierwsze sygnały już otrzymaliśmy. Sześć zespołów pozostaje niepokonanych, sześć nadal czeka na premierowe zwycięstwo, a pomiędzy nimi mamy grupę drużyn, które zdążyły już poznać zarówno smak wygranej, jak i porażki.
Druga kolejka dostarczyła wszystkiego. Była ofensywna kanonada w Krośnie, gdzie Enea Basket Poznań zwyciężyła 107:98. Była demonstracja siły ŁKS-u, który pozwolił GKS-owi Tychy zdobyć do przerwy zaledwie 13 punktów i ostatecznie wygrał 87:52. W Kołobrzegu do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były aż dwie dogrywki, po których KKS Polonia Warszawa pokonała Kotwicę 100:98. Sokół Łańcut zdobył 23 punkty w niespełna sześć minut czwartej kwarty przeciwko Starogardowi, a Noteć w kluczowym momencie zatrzymała Resovię i odskoczyła od 55:53 do 65:57.
Do tego 30 września rozegrano dwa zaległe spotkania pierwszej kolejki. Zdrovo Polonia 1912 Leszno potwierdziła świetny początek sezonu, pokonując Deckę Pelplin 91:74, natomiast ŁKS Coolpack Łódź po niedzielnym pogromie GKS-u ponownie uruchomił ofensywną machinę i wygrał w Starogardzie 101:83. Tym samym zarówno Leszno, jak i ŁKS przystępują do trzeciej kolejki z bilansem 2-0.
Teraz przed nami kolejnych osiem spotkań. I właściwie każde niesie ze sobą zupełnie inną historię.
BS POLONIA BYTOM – ŁKS COOLPACK ŁÓDŹ
Sobota, 3 października, godz. 13:00
Trzecią kolejkę rozpoczniemy w Bytomiu, gdzie miejscowa Polonia spróbuje zatrzymać zespół, który w ciągu kilku dni wyrósł na jedną z najmocniejszych ekip początku sezonu.
Bytomianie rozpoczęli rozgrywki od zwycięstwa 91:85 nad Miastem Szkła Krosno. Już pierwszy mecz pokazał, że Polonia nie boi się koszykówki na wysokim wyniku. Zdobycie ponad 90 punktów na inaugurację było bardzo dobrym sygnałem, choć jednocześnie 85 straconych pokazało, że w kolejnych spotkaniach pozostaje przestrzeń do poprawy po bronionej stronie parkietu.
Druga kolejka przyniosła pierwszy wyjazd i pierwszą porażkę. W Stargardzie PGE Spójnia wygrała 88:79. Polonia ponownie zbliżyła się do granicy 80 zdobytych punktów, ale tym razem nie wystarczyło to do zwycięstwa. Po dwóch kolejkach bilans 1-1 trudno uznać za zły, jednak przed bytomianami teraz zdecydowanie najtrudniejszy test.
ŁKS rozegrał swoje pierwsze spotkanie dopiero w drugiej kolejce i od razu zrobił ogromne wrażenie. GKS Tychy jeszcze tydzień wcześniej przegrał ze Spójnią Stargard zaledwie 81:83, a w Łodzi kompletnie zniknął. Do przerwy tyszanie zdobyli tylko 13 punktów. Pierwszą kwartę zakończyli z siedmioma, drugą z sześcioma. W pewnym momencie przewaga gospodarzy wynosiła aż 45 punktów, kiedy Michał Kołodziej trafił na 78:33. Skończyło się wynikiem 87:52.
Można było zastanawiać się, czy był to przede wszystkim fatalny dzień GKS-u. Odpowiedź częściowo otrzymaliśmy już trzy dni później. 30 września ŁKS pojechał do Starogardu i tym razem zdobył aż 101 punktów. SKS sam rzucił solidne 83, trafił 13 razy zza łuku i rozdał 22 asysty, a mimo tego przegrał różnicą 18 punktów. ŁKS w dwóch pierwszych występach zdobył więc łącznie 188 punktów.
Przed sobotnim meczem pojawia się jednak ciekawy element terminarza. Dla ŁKS-u będzie to trzeci mecz w ciągu zaledwie siedmiu dni. Po niedzielnym starciu z GKS-em i środowym wyjeździe do Starogardu łodzian czeka kolejna podróż. Polonia od spotkania ze Spójnią miała natomiast pełny tydzień na przygotowanie.
Bytomianie będą więc świeżsi, ale ŁKS przyjedzie rozpędzony. Po dwóch występach trudno znaleźć w lidze ekipę, która wysłała mocniejszy sygnał niż łodzianie.
WKK ACTIVE HOTEL WROCŁAW – DECKA PELPLIN
Sobota, 3 października, godz. 15:00
We Wrocławiu spotkają się dwie drużyny, które w ostatnich dniach miały okazję sprawdzić się przeciwko dokładnie temu samemu przeciwnikowi – Polonii Leszno.
WKK nadal czeka na pierwszą wygraną. Sezon rozpoczął od domowego spotkania z Notecią Inowrocław. Goście wygrali 80:66, a dla wrocławian był to pierwszy sygnał, że początek nowych rozgrywek może wymagać cierpliwości. W drugiej kolejce WKK pojechało do Leszna i tym razem było już znacznie bliżej.
Co ciekawe, początek spotkania wyglądał bardzo dobrze. Szymon Łata w pierwszej kwarcie zdobył siedem punktów w zaledwie 26 sekund – trafił dwie trójki, a przy drugiej został jeszcze sfaulowany i wykorzystał dodatkowy rzut wolny. WKK odskoczyło wtedy z 12:5 na 19:7. Mimo dobrego wejścia nie udało się utrzymać przewagi. Leszno stopniowo odwróciło spotkanie i zwyciężyło 80:71.
Bilans 0-2 nie pokazuje więc całego obrazu. Wrocławianie mieli dobre momenty, szczególnie w drugim występie, ale nadal brakuje im pełnych 40 minut na odpowiednim poziomie. To właśnie będzie najważniejszym zadaniem przed powrotem do własnej hali.
Decka rozpoczęła sezon zdecydowanie lepiej. W Pelplinie pokonała Politechnikę Opolską 89:76. Kluczowy okazał się już koniec pierwszej kwarty. Przy stanie 16:14 gospodarze zdobyli 14 punktów z rzędu i zakończyli tę część prowadzeniem 30:14. Rywale przez ostatnie 2 minuty i 23 sekundy kwarty nie zdobyli ani jednego punktu.
Pelplinianie pokazali więc, że podobnie jak kilka innych zespołów w tej lidze potrafią jednym mocnym fragmentem ustawić sobie całe spotkanie.
Później przyszła jednak środowa weryfikacja w Lesznie. Polonia pokonała Deckę 91:74. Jeszcze kilka dni wcześniej WKK przegrało w tej samej hali 71:80. Nie oznacza to oczywiście automatycznie, że wrocławianie są obecnie mocniejszym zespołem, ale tworzy bardzo ciekawy punkt odniesienia.
Decka ma dodatkowo zdecydowanie mniej czasu na regenerację. Jeszcze w środę rywalizowała w Lesznie, a już w sobotę musi być gotowa na kolejne spotkanie. WKK miało cały tydzień, żeby przeanalizować poprzedni występ.
Dla gospodarzy jest to szansa, aby wreszcie zamienić dobre fragmenty na pierwsze zwycięstwo. Decka będzie natomiast chciała udowodnić, że środowa porażka była tylko potknięciem po udanej inauguracji.
SKS FULIMPEX STAROGARD GDAŃSKI - DATZZY KOTWICA PORT MORSKI KOŁOBRZEG
Sobota, 3 października, godz. 18:00
Jeżeli kibice w Starogardzie liczyli na spokojne wejście w sezon, pierwsze dni rozgrywek szybko pozbawiły ich złudzeń. SKS po dwóch występach nadal czeka na zwycięstwo, a największym problemem okazała się defensywa.
Pierwszym sprawdzianem był wyjazd do Łańcuta. Przez trzy kwarty Starogard pozostawał w grze, ale Sokół rozpoczął ostatnią część przy prowadzeniu 65:54 i właśnie wtedy kompletnie przejął spotkanie. W niespełna sześć minut gospodarze zdobyli aż 23 punkty. Na 4:06 przed końcem było już 83:63. Ostatecznie Sokół wygrał 90:76.
Dla SKS-u bolesne były również straty. Starogard zanotował ich w Łańcucie 15, a gospodarze potrafili wykorzystywać momenty, w których rywal tracił kontrolę nad piłką i tempem spotkania. Z drugiej strony SKS trafił aż 61,5 procent rzutów za dwa, więc nie wszystko w ofensywie wyglądało źle. Problemem było przełożenie tego na kontrolę meczu.
Cztery dni później Starogard wrócił do gry. Tym razem przed własną publicznością przeciwko ŁKS-owi. I ofensywnie wyglądało to nawet lepiej. 83 punkty, 13 trafionych trójek, 22 asysty – to liczby, z którymi można wygrywać spotkania.
Tyle że ŁKS zdobył 101.
W dwóch pierwszych występach SKS stracił więc łącznie 191 punktów. Średnio rywale zdobywają przeciwko Starogardowi 95,5 punktu. To właśnie tutaj znajduje się obecnie najbardziej oczywisty obszar do poprawy.
A do Starogardu przyjeżdża Kotwica, która ofensywnie rozpoczęła sezon naprawdę imponująco.
Kołobrzeżanie na inaugurację pojechali do Rzeszowa i zdobyli 94 punkty, pokonując Resovię 94:80. Tydzień później zagrali jeden z najbardziej szalonych meczów początku sezonu. Przeciwko KKS Polonii Warszawa potrzebne były aż dwie dogrywki. Kotwica prowadziła jeszcze w czwartej kwarcie 75:65, ale warszawianie w niespełna cztery minuty doprowadzili do remisu 78:78. Ostatecznie Polonia wygrała 100:98.
Kotwica ma więc bilans 1-1, ale zdobyła już 192 punkty. James Washington notuje średnio 25,5 punktu, Dominik Rutkowski 24, a Paweł Leończyk aż 14 zbiórek na spotkanie. To trzy liczby, które pokazują, z jak dużym wyzwaniem będzie musiała zmierzyć się defensywa SKS-u.
W Starogardzie może nas więc czekać spotkanie rozgrywane na naprawdę wysokim wyniku. Dla gospodarzy najważniejsze pytanie brzmi jednak nie „ile rzucą?”, lecz „ile wreszcie będą w stanie zatrzymać?”.
GKS TYCHY - SOLVERA SOKÓŁ ŁAŃCUT
Sobota, 3 października, godz. 18:00
Chyba żadna drużyna w pierwszych dwóch kolejkach nie pokazała dwóch tak różnych twarzy jak GKS Tychy.
Na inaugurację tyszanom zabrakło naprawdę niewiele. Spójnia Stargard wygrała 83:81, ale GKS do samego końca pozostawał w grze. Tyszanie trafili 55 procent rzutów za dwa, wykorzystali 16 z 19 rzutów wolnych i rozdali 17 asyst. Porażka bolała, ale sam występ dawał podstawy do optymizmu.
Tydzień później trudno było uwierzyć, że na parkiecie znajduje się ten sam zespół.
W Łodzi GKS zdobył w pierwszej kwarcie siedem punktów. W drugiej - sześć. Do przerwy ŁKS prowadził 39:13. W całym spotkaniu Tychy trafiły tylko 27,9 procent rzutów z gry i 7 z 33 prób zza łuku. ŁKS w pewnym momencie prowadził różnicą 45 punktów. Skończyło się 87:52.
Po meczu trener Tomasz Jagiełka nie ukrywał rozczarowania, szczególnie dlatego, że zaledwie tydzień wcześniej jego zespół wyglądał zupełnie inaczej przeciwko Spójni.
Dlatego przed trzecią kolejką trudno nawet mówić wyłącznie o poprawie wyniku. GKS musi przede wszystkim odzyskać swoją tożsamość z pierwszego spotkania.
Sokół przyjeżdża natomiast do Tychów po dwóch ofensywnie bardzo dobrych występach. Na inaugurację Łańcut zdobył w Warszawie 93 punkty i przegrał z KKS-em zaledwie 93:95. W drugiej kolejce również przekroczył granicę 90, tym razem pokonując Starogard 90:76.
Szczególnie mocna była czwarta kwarta. Od stanu 65:54 Sokół w niespełna sześć minut zdobył 23 punkty i praktycznie zamknął spotkanie.
Warto zwrócić uwagę na Piotra Wielocha. Po dwóch występach notuje średnio aż 10,5 asysty i jest pod tym względem liderem całej ligi. Sokół ma więc zawodnika, który od początku sezonu znakomicie organizuje grę zespołu.
Dla GKS-u będzie to bardzo niewygodny przeciwnik na próbę odbudowy. Sokół potrafi przyspieszyć, zdobywać punkty seriami i ma za sobą dwa mecze, w których rzucał co najmniej 90. Tychy muszą natomiast pokazać, że niedzielne 52 punkty były wypadkiem przy pracy, a nie początkiem większego problemu.
OPTEAM RESOVIA RZESZÓW - ZDROVO POLONIA 1912 LESZNO
Sobota, 3 października, godz. 20:00
OPTEAM RESOVIA RZESZÓW – ZDROVO POLONIA 1912 LESZNO
Sobota, 3 października, godz. 20:00
Wieczorem koszykarskie emocje przeniosą się na Towarnickiego. Resovia po dwóch porażkach ponownie zagra przed własną publicznością. I trudno wyobrazić sobie dużo bardziej wymagającego przeciwnika na próbę przełamania niż rozpędzone Leszno.
Rzeszowianie rozpoczęli sezon właśnie na Towarnickiego. Inauguracja przeciwko Kotwicy zakończyła się porażką 80:94, ale już wtedy sytuację gospodarzy mocno komplikowały problemy zdrowotne. Resovia przystępowała do początku rozgrywek z ograniczoną rotacją, a brak kilku ważnych zawodników utrudniał Przemysławowi Łuszczewskiemu utrzymanie odpowiedniej intensywności przez pełne 40 minut.
Przed wyjazdem do Inowrocławia sytuacja nie poprawiła się znacząco. Spośród nieobecnych wcześniej zawodników do gry wrócił Mishula, ale również jego występ zakończył się przedwcześnie. W okolicach połowy drugiej kwarty Ukrainiec oddał rzut za trzy punkty, który nie dotknął nawet obręczy. Chwilę później zawodnik nie ukrywał frustracji i trzymał się za łydkę – tę samą, z którą wcześniej miał problemy i którą dopiero co wyleczył. Niedługo po tej sytuacji Mishula udał się do szatni i na parkiet już nie wrócił. To kolejny niepokojący sygnał dla zespołu, który od początku sezonu nie może korzystać z pełnej rotacji.
Mimo tych problemów Resovia przez znaczną część spotkania w Inowrocławiu była w stanie rywalizować z Notecią jak równy z równym. Końcowe 62:75 może sugerować stosunkowo spokojne zwycięstwo gospodarzy, ale przebieg meczu wyglądał zupełnie inaczej. Jeszcze na początku czwartej kwarty Noteć prowadziła zaledwie 55:53. Rzeszowianie pozostawali więc o jedno posiadanie od wyrównania.
Wtedy nastąpił fragment, który właściwie zdecydował o wyniku. Od 8:23 do 4:09 czwartej kwarty Resovia zdobyła zaledwie cztery punkty. Noteć wykorzystała ofensywny zastój rywala i odskoczyła z 55:53 na 65:57. Rzeszowianie nie znaleźli już odpowiedzi i ostatecznie przegrali 62:75.
Sam rezultat nie oddaje więc całego obrazu. Przez ponad 30 minut Resovia była w stanie pozostawać bardzo blisko zespołu, który rozpoczął sezon od dwóch zwycięstw i w pierwszych spotkaniach imponował defensywą. Problemem po raz kolejny okazało się utrzymanie jakości przez pełne 40 minut, a sytuacji z pewnością nie ułatwia coraz bardziej ograniczone przez zdrowie pole do rotacji zawodnikami.
Warto zwrócić uwagę również na Grzegorza Grochowskiego. Rozgrywający Resovii po dwóch spotkaniach notuje średnio 18,5 punktu i aż 7,5 asysty, znajdując się pod tym względem w ligowej czołówce. Przy problemach kadrowych jego rola w organizowaniu ofensywy rzeszowian staje się jeszcze istotniejsza, ale niestety sam "Groszek" nie jest w stanie wygrać meczu.
Po drugiej stronie mamy natomiast zespół, który w ciągu kilku dni dwukrotnie zrobił dokładnie to, czego Resovii na razie brakuje – potrafił przejąć kontrolę nad spotkaniem i dowieźć korzystny wynik.
Leszno najpierw pokonało WKK 80:71. Początek tego spotkania nie należał jednak do gospodarzy. Wrocławianie potrafili zbudować przewagę już w pierwszej kwarcie, ale Polonia nie spanikowała, stopniowo wróciła do własnego rytmu i z czasem odwróciła obraz meczu.
Jeszcze mocniejszy sygnał Leszno wysłało 30 września. W zaległym spotkaniu pierwszej kolejki Polonia pokonała Deckę Pelplin 91:74. Po dwóch występach ma więc bilans 2-0 i różnicę punktową +26. Co szczególnie istotne, oba zwycięstwa zostały odniesione w nieco inny sposób, ale w obu przypadkach Leszno potrafiło przejąć kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie.
Na Towarnickiego spotkają się zatem drużyny znajdujące się obecnie w zupełnie innych sytuacjach. Leszno przyjeżdża z dwoma zwycięstwami i możliwością rozpoczęcia sezonu od bilansu 3-0. Resovia walczy nie tylko o pierwszą wygraną, ale również z problemami zdrowotnymi, które od inauguracji mocno wpływają na dostępność zawodników i szerokość rotacji.
Rzeszowianie będą mieli jednak coś, czego zabrakło im w Inowrocławiu – własną halę i wsparcie „Kotła Czarownic”. Jeżeli zespół Przemysława Łuszczewskiego uniknie takich przestojów jak ten z czwartej kwarty przeciwko Noteci i mimo problemów kadrowych utrzyma intensywność przez pełne 40 minut, faworyzowane Leszno może czekać przy Towarnickiego naprawdę wymagający wieczór.
KKS POLONIA WARSZAWA – KSK QEMETICA NOTEĆ INOWROCŁAW
Niedziela, 4 października, godz. 15:00
Jeżeli mielibyśmy wskazać spotkanie, w którym najłatwiej dostrzec zderzenie dwóch zupełnie różnych sposobów wygrywania, byłoby to właśnie starcie w Warszawie.
KKS ma bilans 2-0. Noteć również. Na tym podobieństwa właściwie się kończą.
Polonia rozegrała dwa absolutne thrillery. Na inaugurację pokonała Sokół Łańcut 95:93. Tydzień później pojechała do Kołobrzegu i przebiła ten poziom emocji. Kotwica prowadziła jeszcze w czwartej kwarcie 75:65. Warszawianie w niespełna cztery minuty odrobili dziesięć punktów i doprowadzili do 78:78. Później potrzebne były aż dwie dogrywki. Ostatecznie KKS wygrał 100:98.
Dwa mecze Polonii zakończyły się więc różnicą dokładnie dwóch punktów. W obu przypadkach warszawianie znaleźli sposób, żeby wygrać.
Największym ofensywnym nazwiskiem początku sezonu jest Jacoby Ross. Po dwóch kolejkach zdobywa średnio 28,5 punktu i jest liderem klasyfikacji strzelców całej ligi. Cameron Gaines dokłada natomiast średnio aż 14 zbiórek.
KKS zdobywa średnio 97,5 punktu na spotkanie. I tutaj dochodzimy do całego uroku niedzielnego starcia.
Noteć w dwóch meczach pozwoliła przeciwnikom zdobywać średnio... 64.
Inowrocławianie najpierw wygrali we Wrocławiu 80:66, a później zatrzymali Resovię na 62 punktach. W drugim spotkaniu Jakub Kobel już w pierwszych ośmiu minutach zanotował cztery przechwyty. Co jeszcze bardziej imponujące, dokonał tego w odstępie zaledwie dwóch i pół minuty czasu gry.
Noteć potrafi więc odbierać rywalowi komfort. Nie musi zdobywać stu punktów. Nie potrzebuje szalonego tempa. W dwóch pierwszych meczach jej największym argumentem była przede wszystkim kontrola. Darrell Harris zbiera średnio dziewięć piłek i blokuje dwa rzuty na spotkanie, a Kobel notuje 3,5 przechwytu.
Dlatego niedzielny mecz jest tak fascynujący. Co stanie się, kiedy ofensywa zdobywająca prawie 98 punktów na mecz trafi na defensywę oddającą rywalom zaledwie 64?
Jeżeli Polonia ponownie wciągnie przeciwnika w wymianę ciosów, dostaniemy zupełnie inny mecz niż dwa pierwsze występy Noteci. Jeżeli natomiast Inowrocław narzuci swoje warunki, po raz pierwszy zobaczymy, jak KKS poradzi sobie wtedy, kiedy nie będzie mógł swobodnie rozpędzić ofensywy.
WEEGREE AZS POLITECHNIKA OPOLSKA – MIASTO SZKŁA KROSNO
Niedziela, 4 października, godz. 18:00
Tutaj sytuacja jest bardzo prosta. Obie drużyny czekają na pierwsze zwycięstwo, ale sposób, w jaki doszły do bilansu 0-2, jest zupełnie inny.
Politechnika rozpoczęła sezon w Poznaniu i już tam przekonała się, jak groźna może być ofensywa Enei. Gospodarze zwyciężyli 96:75. W drugiej kolejce Opole pojechało do Pelplina, gdzie początek spotkania okazał się niezwykle bolesny. Jeszcze przy 2:23 do końca pierwszej kwarty Decka prowadziła tylko 16:14, ale od tego momentu gospodarze zdobyli 14 punktów z rzędu. Politechnika nie odpowiedziała ani jednym i po dziesięciu minutach przegrywała już 14:30.
Opolanie próbowali wrócić do spotkania, jednak ostatecznie przegrali 76:89. Po dwóch kolejkach stracili więc 185 punktów i podobnie jak Krosno nadal szukają przede wszystkim większej stabilności po bronionej stronie parkietu.
Jest jednak zawodnik, którego absolutnie nie można pominąć. Dj Campbell rozpoczął sezon znakomicie indywidualnie - zdobywa średnio 26 punktów, notuje 27,5 EVAL i aż pięć przechwytów na spotkanie. Problem w tym, że świetna dyspozycja jednego z liderów na razie nie przełożyła się na pierwsze zwycięstwo zespołu i dobrą gre pozostałych kolegów.
Podobnie wygląda sytuacja Miasta Szkła. Krośnianie rozpoczęli sezon od porażki 85:91 w Bytomiu, a następnie przed własną publicznością urządzili sobie prawdziwą wymianę ciosów z Eneą Basket Poznań. Miasto Szkła zdobyło aż 98 punktów, ale nawet taki wynik nie wystarczył - poznaniacy odpowiedzieli 107.
Kluczowy dla losów tego spotkania okazał się fragment trzeciej kwarty. Przy remisie 46:46 Enea zdobyła 16 kolejnych punktów i w bardzo krótkim czasie odskoczyła na 62:46. Krosno próbowało jeszcze wrócić, między innymi dzięki świetnej końcówce Jaylena Murraya, ale strat nie udało się już odrobić. Po dwóch spotkaniach Miasto Szkła ma na koncie aż 183 zdobyte punkty, ale jednocześnie straciło 198. Potencjał ofensywny jest więc widoczny, natomiast największym problemem pozostaje defensywa.
Przed wyjazdem do Opola pojawił się jednak jeszcze jeden bardzo istotny problem - tym razem pod koszem. Ivica Radić, który przed sezonem był przymierzany do roli jednego z najmocniejszych centrów na pierwszoligowych parkietach, doznał złamania kości śródręcza. To spora strata dla krośnian, szczególnie biorąc pod uwagę doświadczenie Chorwata. Radić ma za sobą występy na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce, gdzie reprezentował między innymi Trefl Sopot, Sokół Łańcut oraz Anwil Włocławek. Teraz Miasto Szkła przez pewien czas będzie musiało radzić sobie bez niego.
Klub zareagował jednak bardzo szybko. Miejsce Radicia pod koszem zajmie Adam Kemp - zawodnik równie doświadczony i doskonale znający polskie parkiety. Amerykanin daje przede wszystkim dużą fizyczność, siłę w walce o pozycję oraz bardzo mocną obecność na tablicach. Kemp nie potrzebuje wielu posiadań, żeby wpływać na grę. Może być wykorzystywany jako zawodnik kończący akcje blisko obręczy, stawiający mocne zasłony i rolujący do kosza, ale jego największa wartość może pojawić się po drugiej stronie parkietu.
Przy problemach Krosna w defensywie właśnie to może okazać się szczególnie istotne. Kemp daje Miastu Szkła dodatkowe centymetry, fizyczność, zbiórkę i ochronę obręczy. Powinien pomóc również w ograniczaniu ponowień rywali, które przy tak ofensywnie nastawionym zespole mogą mieć ogromne znaczenie. Nie jest więc kopią Radicia i może nadać grze Krosna pod koszem nieco inny charakter, ale doświadczeniem zdecydowanie nie odstaje od zawodnika, którego zastępuje.
Pozostaje oczywiście pytanie, jak szybko uda się wprowadzić nowego centra do systemu. Kemp dołącza do zespołu już w trakcie rozpoczętego sezonu, więc trudno oczekiwać, aby od pierwszych minut wszystkie automatyzmy funkcjonowały idealnie. Jego pojawienie się może jednak okazać się bardzo potrzebnym impulsem dla drużyny, która ofensywnie już teraz pokazuje ogromny potencjał.
A przecież z przodu Krosno ma zawodników będących w stanie regularnie produkować punkty. Jaylen Murray po dwóch kolejkach notuje średnio 27 punktów i znajduje się w ścisłej czołówce strzelców ligi. Przeciwko Poznaniowi w samych ostatnich 3 minutach i 25 sekundach zdobył aż 11 punktów.
Dlatego niedzielne spotkanie może być znacznie ciekawsze, niż sugerowałoby starcie dwóch ekip z bilansem 0-2. Campbell kontra Murray to pojedynek dwóch najskuteczniejszych zawodników początku sezonu, a dodatkowym wątkiem będzie debiut lub pierwsze minuty Adama Kempa i odpowiedź na pytanie, jak zmieni grę Krosna pod obręczą.
Oba zespoły potrafią zdobywać punkty, ale oba mają ogromne problemy z zatrzymywaniem przeciwników. Jedna drużyna opuści parkiet z pierwszym zwycięstwem sezonu. Druga po trzech kolejkach znajdzie się już przy bilansie 0-3.
ENEA BASKET POZNAŃ - PGE SPÓJNIA STARGARD
Niedziela, 4 października, godz. 20:00
Na zakończenie kolejki dostaniemy spotkanie, które spokojnie można nazwać jednym z jej hitów. Dwie drużyny, cztery rozegrane mecze i cztery zwycięstwa.
Poznań rozpoczął sezon od bardzo przekonującego 96:75 przeciwko Politechnice Opolskiej. Jeżeli ktoś zastanawiał się, czy ofensywa Enei będzie równie skuteczna na wyjeździe, odpowiedź otrzymał tydzień później. 107 punktów w Krośnie.
Spotkanie przez długi czas było jednak wyrównane. W trzeciej kwarcie na tablicy widniał remis 46:46. I wtedy wydarzyło się coś, co najlepiej pokazuje potencjał poznaniaków.
16:0.
W niespełna półtorej minuty Enea uciekła na 62:46. Patryk Stankowski zakończył mecz z 30 punktami i sześcioma trafionymi trójkami, za co został wybrany MVP drugiej kolejki. Po dwóch spotkaniach zdobywa średnio 24,5 punktu i osiąga 28 EVAL.
Ale Poznań to nie tylko Stankowski. Devontae Blanton jest obecnie liderem całej ligi pod względem średniego EVAL - 28,5. Do tego rozdaje średnio osiem asyst. Enea ma więc dwóch zawodników znajdujących się na samym szczycie ligowych statystyk, a jako zespół w dwóch spotkaniach zdobyła 203 punkty.
Spójnia nie jest aż tak efektowna punktowo, ale również nie popełniła jeszcze błędu.
Na inaugurację Stargard pojechał do Tychów. GKS postawił bardzo trudne warunki i do ostatnich sekund pozostawał w grze, ale to Spójnia wróciła do domu ze zwycięstwem 83:81. Tydzień później było już spokojniej. Przeciwko Polonii Bytom stargardzianie zdobyli 88 punktów i zwyciężyli różnicą dziewięciu - 88:79.
RJ Glasper zdobywa średnio 25 punktów na mecz, natomiast Jarosław Mokros dokłada 8,5 zbiórki. Spójnia ma więc własne indywidualności zdolne odpowiedzieć na świetny początek liderów Enei.
I właśnie dlatego ten mecz świetnie zamyka kolejkę.
Poznań zdobywa średnio ponad sto punktów. Ma MVP poprzedniej serii spotkań, lidera ligi w EVAL i serię 2-0. Spójnia również ma 2-0, ale jedno ze swoich zwycięstw wyrwała w końcówce na trudnym wyjeździe, a drugie odniosła już znacznie spokojniej.
W niedzielę ktoś po raz pierwszy przegra. A ktoś inny zakończy pierwsze trzy kolejki z bilansem 3-0 i bardzo mocnym sygnałem wysłanym całej lidze.
PIERWSZE WNIOSKI JUŻ SĄ. TERAZ CZAS NA KOLEJNE ODPOWIEDZI
Po dwóch kolejkach sześć zespołów pozostaje niepokonanych: ŁKS Coolpack Łódź, Enea Basket Poznań, KSK Qemetica Noteć Inowrocław, Zdrovo Polonia 1912 Leszno, PGE Spójnia Stargard oraz KKS Polonia Warszawa. Na drugim biegunie mamy sześć ekip, które wciąż czekają na pierwszą wygraną: Miasto Szkła Krosno, WKK Wrocław, Resovię, Starogard, Politechnikę Opolską oraz GKS Tychy.
Ale same bilanse jeszcze niewiele mówią.
Poznań zachwyca ofensywą. ŁKS w dwóch pierwszych występach dwukrotnie kompletnie zdominował rywala. Noteć pozwala przeciwnikom zdobywać średnio tylko 64 punkty. Polonia Warszawa dwukrotnie wygrała mecz różnicą dwóch punktów. Leszno wygląda bardzo stabilnie, a Spójnia udowodniła, że potrafi wygrywać zarówno nerwowe końcówki, jak i spotkania, w których sama kontroluje przewagę.
Z drugiej strony GKS musi odpowiedzieć po katastrofalnym występie w Łodzi. Resovia potrzebuje uniknąć kolejnego przestoju w decydującej fazie meczu. Starogard musi znaleźć sposób na defensywę, która w dwóch występach straciła 191 punktów. Krosno zdobywa mnóstwo punktów, ale traci jeszcze więcej. WKK i Politechnika również szukają pierwszego przełamania.
W sobotę i niedzielę zobaczymy, kto rzeczywiście zaczyna budować wysoką formę, kto potrafi odpowiedzieć po pierwszych niepowodzeniach, a kto będzie musiał rozpocząć sezon od poważniejszego pościgu za resztą stawki.
PZKosz 1 Liga dopiero się rozkręca. Ale pierwsze historie tego sezonu już zaczynają pisać się same.